Tragiczna pomyłka zrujnowała życie młodej mamy. Kobieta przeszła chemioterapię, a potem okazało się, że…

Tragiczna pomyłka zrujnowała życie młodej mamy. 28-letnia Sarah Boyle 3 lata temu usłyszała diagnozę: rak piersi. Wówczas sądziła, że ocalił ją synek, który nie chciał ssać mleka z jej piersi. To właśnie dlatego się przebadała. Została poddana obustronnej mastektomii, przeszła chemioterapię i rekonstrukcję piersi, a potem okazało się, że nigdy nie miała raka!

W 2017 roku historia 26-letniej wówczas Sary obiegła światowe media. Młoda mama opowiadała jak jej maleńki synek został bohaterem, ponieważ zasygnalizował śmiertelną chorobę. Nie chciał bowiem ssać mleka z prawej piersi kobiety, a z lewej robił to tylko wybiórczo, po usilnych próbach matki.

– Za każdym razem gdy próbowałam karmić synka prawą piersią płakał i krzyczał, był bardzo zdenerwowany – mówi Sara. Stwierdziła więc, że coś jest nie tak, tym bardziej, że w 2013 roku wyczuła w piersi niewielki guzek. Wówczas jednak lekarz stwierdził, że nie ma żadnych powodów do obaw. Po wizycie 3 lata później, lekarze z Royal Stoke University Hospital w Newcastle byli już innego zdania.

Po szczegółowych badaniach stwierdzono, że młoda mam musi zostać poddana natychmiastowemu leczeniu, inaczej może umrzeć. Usunięto jej obie piersi, przeszła wyniszczającą chemię, a gdy wyniki się nieco poprawiły, wykonano jej rekonstrukcję biustu. Urodziła też drugiego synka, mimo iż przy terapii, na którą została skazana było to niezwykle ryzykowne. Na szczęście przywitała na świecie zdrowe dziecko, a niedługo potem okazało się, że na darmo cierpiała przez lata.

Po zakończeniu leczenia lekarze zorientowali się bowiem, że Sara nigdy nie miała raka! – To jest naprawdę szokująca sprawa, w której młoda matka borykała się z przejmującymi wiadomościami i wyczerpującym okresem intensywnego leczenia, po czym powiedziano jej, że nigdy nie było to konieczne – powiedziała prawniczka kobiety, Sarah Sharples.

28-latka będzie sądzić się ze szpitalem głównie dlatego, by niekompetentni lekarze nie skrzywdzili już nikogo więcej. – Jakby tego było mało, teraz martwię się o możliwość rozwoju raka w przyszłości ze względu na rodzaj implantów, które mam, a także obawiam się o komplikacje, z którymi mogę się spotkać z powodu mojej chemioterapii – mówi Sara, której siłę do życia dają jej dwaj synowie oraz mąż.

źródło: fakt.pl