Dziwną paczkę adresowaną do Roberta Raczyńskiego, prezydenta Lubina (woj. dolnośląskie), znalazł w piątek z samego rana jeden z urzędników idących do pracy w ratuszu. Wystraszony, od razu zadzwonił na policję. Teren natychmiast otoczono i przez kilka kolejnych godzin nikt nie mógł zbliżyć się do budynku. W końcu tajemniczą przesyłką zajęli się policyjni pirotechnicy.

Przez niecałe 6 godzin fragment lubińskiego rynku od strony ulic Mieszka I i Chrobrego był całkowicie odcięty. – O godzinie 07.50 otrzymaliśmy zgłoszenie, że nieznany sprawca podrzucił pakunek na parapet okna ratusza – mówi st. asp. Karolina Hawrylciów z lubińskiej policji. – Zauważył go idący do pracy urzędnik – dodaje w rozmowie z Fakt24.

Teren natychmiast otoczono. Jak się dowiedzieliśmy, ewakuacja ratusza nie była konieczna, ponieważ o tej porze jeszcze nikogo w nim nie było. Na miejsce wezwano policyjnych pirotechników. Paczka adresowana do prezydenta Roberta Raczyńskiego została zabrana do wnętrza budynku i sprawdzona. – W środku nie było materiałów pirotechnicznych, ani innych niebezpiecznych dla zdrowia i życia ludzi – uspokaja nas rzeczniczka. Nie zdradza jednak, co dokładnie znajdowało się w przesyłce.

Wszystko wróciło do normy ok. 14.00. Trwa ustalanie osoby, która podrzuciła pakunek do ratusza. Teren jest naszpikowany kamerami, więc to raczej kwestia czasu. Co chciał osiągnąć nadawca?

1/6 Akcja pirotechników w Lubinie

Tajemniczą przesyłkę znalazł idący do pracy urzędnik

2/6 Akcja pirotechników w Lubinie

Teren natychmiast otoczono

3/6 Akcja pirotechników w Lubinie

Na miejsce wezwano policyjnych pirotechników

4/6 Akcja pirotechników w Lubinie

Dziwna paczka została zabrana do ratusza i sprawdzona

5/6 Akcja pirotechników w Lubinie

Sytuacja wróciła do normy dopiero ok. 14.00

6/6 Akcja pirotechników w Lubinie

Policja nie ujawnia, co było w przesyłce. Wiadomo, że nie jest niebezpieczna

Źródło