Ta diagnoza brzmiała jak wyrok. – Guz mózgu – usłyszała od lekarzy Rachel Palma (42 l.) z Middletown w Stanach Zjednoczonych. Kobieta była zdruzgotana. Przeszła skomplikowaną operację, podczas której specjaliści otworzyli jej czaszkę. To, co zobaczyli ich zaskoczyło. Okazało się, że pacjentka nie ma nowotworu. Przyczyną jej złego stanu zdrowia było co innego.

Druzgocąca diagnoza

Problemy Rachel Palmy (42 l.) zaczęły się w styczniu ubiegłego roku. – Miałam mimowolne ruchy prawej ręki, przez co upuszczałam różne przedmioty – wspomina Amerykanka. – Najgorsze były jednak halucynacje. Nie zawsze byłam świadoma czasu i miejsca – dodaje. Pewnego razu kobieta nie mogła wydostać się z domu, innego – zamknęła swoje konto bankowe. – Nie byłam w stanie przetworzyć informacji, że klucz otwiera drzwi. Ekran komputera też wyglądał zupełnie inaczej. Był prawie obcy – tłumaczy Rachel Palma. – Wszystko postrzegałam inaczej, dlatego też reagowałam inaczej np. gdyby ktoś poprosił mnie o długopis, dałabym mu klucz – wyjaśnia.

Zdarzało się, że objawy ustępowały na kilka dni. Po względnym spokoju stan zdrowia Amerykanki znów się pogarszał. W kolejnych tygodniach problemy kobiety się pogłębiły. Rachel Palma opowiada, że odwiedzała szpital co najmniej 10 razy. – Wypisywano mnie gdy tylko wykluczono krwotok śródmózgowy. Chociaż zagrażałam sobie i prawdopodobnie innym i tak zwalniali mnie do domu – mówi 42-latka. Dodaje, że nikt nie potrafił stwierdzić, co jej dolega.

Zalecono prześwietlenie mózgu. Skan wykazał niewielką zmianę w lewym płacie czołowym. Lekarz rodzinny skierował pacjentkę do neurochirurga dr Jonathana Rasouli z nowojorskiego szpitala Mount Sinai Hospital. Wykonano biopsję. Diagnoza zdruzgotała Amerykankę. – Powiedziano mi, że najprawdopodobniej to złośliwy nowotwór oraz, że nawet po operacji mogę potrzebować radioterapii i chemioterapii – opowiada Rachel Palma.

Przepiórcze jajko

W jednej chwili życie kobiety runęło w gruzach. Musiała zapomnieć o przeprowadzce, którą planowała wraz z narzeczonym i innych planach. Jedyne, czego wtedy pragnęła, to wrócić do zdrowia. Choć operacja niosła ze sobą pewne ryzyko, pacjentka postanowiła je podjąć. 2 września ubiegłego roku Rachel Palma trafiła na stół operacyjny. Kolejny zabieg zaplanowano na 12 września. Gdy lekarze otworzyli czaszkę kobiety, nie kryli zaskoczenia.

– Zobaczyliśmy owalną zmianę – opowiada dr Jonathan Rasoula. – Wyglądała jak przepiórcze jajko. Ten sam rozmiar, ten sam wygląd, ta sama twardość – dodaje. „Chwila! To nie jest guz mózgu” – stwierdził wtedy neurochirurg. Specjalista dokładnie zbadał „jajko”. Wewnątrz odnalazł larwę tasiemca. – Nie mam pojęcia, w jaki sposób dostała się do mojego organizmu – mówi 42-latka.

Amerykanka zapewnia, że nie była za granicą i nie jadła surowego mięsa. Nie wiadomo, jak długo larwa znajdowała się w ciele kobiety. W szpitalu wdrożono odpowiednie leczenie, dzięki któremu Rachel Palma obecnie ma się dobrze. Jest wdzięczna lekarzom, że uratowali jej życie. 42-latka postanowiła podzielić się swoją historią, by przestrzec innych. – Jeśli masz objawy, których nie sposób wyjaśnić lub które Cię niepokoją, skontaktuj się z lekarzem. Odwiedź dobrego lekarza. Pamiętaj – nie każdy ból głowy to pasożyt – tłumaczy kobieta.

 


źródło: fakt.pl