W maju 1983 r. poetkа i działaczkа opozycji Barbary Sadowskoetka pochowała swojego jedynego syna – Grzegorza Przemyka. Facet został brutalnie pobity na posterunku policji i zmarł dwa dni później z powodu odniesionych obrażeń.

Po tym doświadczeniu matka nie chciała żyć, ale jej przyjaciele zabrali ją na spotkanie z papieżem bezpośrednio ze szpitala, gdzie była stale podłączona pod kroplówki. – Trzymałam ją w ramionach, bo nie miała siły stać – mówiła lekarka i przyjaciółka poetki Urniaż-Grabowska. 

Jan Paweł II zaczął rozgarniać ludzi, by podejść do Basi. – Wziął mnie razem z nią w ramiona, ja zaczęłam się wysuwać, by byli razem, i ona opadła na Jego pierś. Jego twarz miałam tuż przed sobą, pełną współczucia i bólu. Słyszałam, jak szeptał do niej: „Dziecko, co ja ci mogę powiedzieć, jak mam cię pocieszyć”… – wspominała Ligia. 

Papież zawsze był po stronie prześladowanych i bardzo martwił się tym, co dzieje się w jego ukochanej ojczyźnie. W Watykanie podczas modlitwy „Anioł  Pański”, kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, wygłosił znamienne słowa o tym, że „nie może być przelewana polska krew, bo zbyt wiele jej wylano, zwłaszcza w czasie ostatniej wojny. Trzeba uczynić wszystko, aby w pokoju budować przyszłość Ojczyzny” – dodawał ducha.

Dla niego zabójstwo maturzysty Grzegorza Przemyka, który miał zadatki na wybitnego poetę, było jeszcze bardziej tragiczną wiadomością po masakrze górników w kopalni „Wujek” i innych ofiarach.

Strofy wierszy pt. „Jeśli przyjdziesz” Wojtyła nie mógł uwierzyć, że to dzieło dziewiętnastolatka i uznał za bardzo dojrzałe, bo sam jako młody człowiek pisał wiersze.

W dniu, w którym przyjdziesz po mnie,

Nie umyję zębów,

Nie będę musiał także zmieniać ubrania,

Tylko buty włożę

Na długą drogę.

Najpierw pokażesz mi słońce,

Wyciągniemy do niego dłonie

I nasze postacie zostaną tak,

A my pójdziemy dalej.

Barbara Sadowska śmiało znosiła ucisk władz, była uwięziona, bita, nie wstawała po śmierci syna.

Basia rozstała się z ojcem Grzegorza, gdy miał trzy lata, a potem nadużywała alkoholu. Po śmierci syna mówiła, że on ma z nią kontak, a na żyrandolu powiesiła dwa buty: pierwszy, jaki nosił w życiu, i ostatni. Trzy lata później zmarła na raka płuc.

źródło: kobieta.interia.pl