Wydawałoby się, że uwaga wszystkich partii politycznych skierowana jest obecnie głównie na obietnice i programy związane ze zbliżającymi się wielkimi krokami wyborami parlamentarnymi. Sporadycznie – na wybuchające co jakiś czas kryzysy. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Dolata udowodnił jednak właśnie, że zaskoczenia nadal są możliwe. Zobacz, co wymyślił.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości, Zbigniew Dolata zwrócił się do ministra kultury i dziedzictwa narodowego z interpelacją zatytułowaną: „w sprawie konieczności usunięcia jednego z ostatnich reliktów komunizmu funkcjonujących w przestrzeni publicznej”. Sądzisz, że chodzi o kolejny pomnik lub nazwę ulicy?

O nie, to coś o wiele większego. Poseł Dolata chce zmienić język, jakim się posługujemy. Nie chodzi jednak o wykluczenie słów nienawiści, a o… określenia „przed naszą erą” i „naszej ery”. „Czy zostaną podjęte działania zmierzające do przywrócenia prawidłowej terminologii ‚przed Chrystusem’, ‚po Chrystusie’ lub ‚Anno Domini’ w opisach zbiorów muzealnych oraz wszelkich publikacjach?” – pyta polityk PiS od razu podkreślając, co uważa za prawidłowe.

„Niestety dekomunizacja nie objęła niezwykle istotnej kwestii stosowania terminów „przed naszą erą” (p.n.e.) i „naszej ery” (n.e.). Ich wprowadzenie w czasach PRL było ważnym z punktu widzenia komunistów elementem sowietyzacji Polski” – czytamy w interpelacji nr 33096.

„Ich zastąpienie właściwymi dla naszego kręgu kulturowego określeniami „przed Chrystusem” i „po Chrystusie” (lub „Anno Domini”) nie może być traktowane jako przejaw wzmocnienia wpływu religii na życie publiczne, ale jako wyraz szacunku dla tradycji, przejaw tożsamości kulturowej i konieczną zmianę przywracającą normalność w tej kwestii” – przekonuje poseł PiS. Przytacza też przykłady innych krajów, w których funkcjonuje odniesienie do „czasów chrystusowych”: Ameryki Północnej i Południowej, Australii, Czech, Słowacji i Węgier.

źródło: fakt.pl