Paweł Wawrzecki (69 l.) każdą wolną chwilę poświęca niepełnosprawnej córce Ani. Choć kobieta ma już 37 lat, aktor nie może zostawić jej samej. Ma wsparcie koleżanki po fachu, Lucyny Malec (53 l.), która także zajmuje się chorą pociechą.

Przyjaźń w świecie artystycznym zawsze budzi emocje, chociażby dlatego, że niełatwo dzisiaj o czyste i szczere intencje. Na tym większy więc szacunek zasługuje zażyłość Lucyny Malec i Pawła Wawrzeckiego. W ich przypadku wieloletnia przyjaźń ma o wiele głębszy wymiar… Aktorzy występują w spektaklu Godzinka spokoju, w którym grają parę kochanków.

– Na scenie człowiek na chwilę się odcina od tego, co jest ciężkie w życiu do przejścia. Teatr daje odskocznię do innego świata. To jest antidotum, żeby jakoś przetrwać – wyznaje Paweł Wawrzecki.

Lucyna Malec ma podobne podejście. Ale to nie scena ich do siebie zbliżyła, a zmaganie się z ciężką chorobą dzieci…

Oboje wychowują córki, które urodziły się z porażeniem mózgowym. Lucyna Malec jest mamą 21-letniej Zosi, Paweł Wawrzecki – 37-letniej Ani. Doskonale wiedzą, co to znaczy samotnie wychowywać niepełnosprawne dziecko.

Gdy na świat przyszła Zosia, aktorka została całkiem sama. Z ogromną miłością i troską zapewniała córce opiekę i edukację. I chociaż samotne macierzyństwo kosztowało ją wiele łez i wyrzeczeń, z rosnącym sercem patrzyła na to, jak dojrzewa i się zmienia. Szczerze jednak przyznaje, że bez fachowej pomocy nie poradziłaby sobie.

Kiedy gra w teatrze, albo jest na planie, córką zajmuje się wykwalifikowana opiekunka, pani Emilia.

– Gdyby nie jej pomoc, nie mogłabym tak aktywnie zawodowo funkcjonować. Czasem jest mi bardzo trudno. Zdarza się, że muszę kogoś ze znajomych poprosić, żeby zawiózł Zosię do szkoły albo ją odebrał – zdradza aktorka.

Na szczęście udaje jej się wszystko spiąć. Córka uczy się i rozwija w cieszącej się dobrą opinią specjalnej szkole na warszawskiej Białołęce. Paweł Wawrzecki dobrze rozumie przyjaciółkę. Jego także doświadczył los.

Kiedy Ania była mała, starał się zapewnić córce materialny byt. Kosztowne i długie rehabilitacje na stałe wpisały się w domowy grafik. Gdy zmarła jego żona Barbara Winiarska (†50 l.), wychowanie córki spoczęło na jego barkach. Dbał o nią najlepiej, jak umiał. Dopiero kilka lat temu ożenił się z zamieszkałą w USA bizneswoman. Nie zdecydował się jednak przeprowadzić za ocean. Tu ma pracę i kochającą córkę.

Gdy wyjeżdża do Ameryki, zapewnia Ani opiekę w domu u zaprzyjaźnionego małżeństwa. – Teraz, kiedy Ania jest samodzielna, jest mi dużo łatwiej wyjeżdżać, ale nigdy nie zostawiłbym jej samej. Jest szczęśliwa, że realizuje swoje pasje, a ja tylko staram się stwarzać jej taki świat, o jakim marzy – opowiada aktor.

O chorobie swoich jedynaczek wiedzą więc wszystko. – Bardzo się wspierają. Co i rusz wymieniają się informacjami na temat postępów swoich latorośli, a także sprawami związanymi z terapią i rehabilitacją osób z niepełnosprawnościami – zdradza znajoma aktorów.

Zosia i Ania widują się często w teatrze. Rodzice zabierają je za kulisy lub na przedstawienia. – Od dawna się znają i bardzo lubią, choć Ania jest starsza od Zosi – mówi Lucyna Malec.

– Jestem szczęśliwy, że Ania wyrosła na cudowną kobietę, że ma mnóstwo pasji, że codziennie pokonuje kolejne bariery, ciężko nad sobą pracując. Czuję jej miłość każdą komórką ciała – wyznaje wzruszony aktor. Lucyna Malec podziela jego zdanie. – Zosia daje mi wiele szczęścia. Nie wyobrażam sobie, jak by to było, gdybym jej nie miała. Nawet nie chcę o tym myśleć – mówi drżącym głosem aktorka.

źródło: pomponik.pl