Dokładnie sześć lat temu Robert Lewandowski znalazł się na ustach całego świata. W półfinałowym meczu Ligi Mistrzów strzelił cztery gole Realowi Madryt, a jego Borussia Dortmund sensacyjnie pokonała „Królewskich” 4-1.

Robert Lewandowski

„Ten mecz przejdzie do historii również polskiej piłki, choć nie grał w nim żaden zespół z naszego kraju. Borussia Dortmund, dzięki czterem golom Roberta Lewandowskiego posłała na deski wielki Real Madryt 4-1 i finał Ligi Mistrzów ma na wyciągnięcie ręki!” – tak opisywaliśmy niezwykły wyczyn polskiego napastnika na łamach Interii. Dziś mija dokładnie sześć lat, od kiedy Lewandowski podbił serca kibiców na całym świecie.

Dziś nie musimy przekonywać nikogo o klasie Lewandowskiego. Ba, jego seryjnie strzelane gole w Bundeslidze na tyle spowszedniały kibicom, że każda seria dwóch-trzech meczów bez strzelonego gola jest traktowana jako kryzys. To właśnie dzięki takim występom jak z Realem, czy później z VfL Wolfsburg (pięć bramek w dziewięć minut) „Lewy” zbudował swoją piłkarską legendę.

A przecież Lewandowski mógł wcale w tym spotkaniu nie zagrać. Tuż przed pierwszym spotkaniem półfinałowym Borussii Dortmund z Realem Madryt, dortmundczycy grali ligowy mecz z FSV Mainz (2-0). Lewandowski strzelił wówczas gola po podaniu Łukasza Piszczka, ale przypłacił to mocnym stłuczeniem uda. Niepewność, czy da radę zagrać z Realem, trwała do samego końca.

Wszystko, co działo się później jest już historią. „Lewy” odbezpieczył działa, a piłka do bramki Diego Lopeza trafiała raz za razem:

– Pierwszy raz już w 8. minucie meczu, gdy Mario Goetze dośrodkował z prawej strony, a Lewandowski dopadł do piłki wślizgiem i wpakował ją do bramki,

– Drugi raz tuż po zmianie stron, gdy strzał Marco Reusa trafił pod nogi „Lewego”, a ten błyskawicznie odwrócił się z piłką i czubkiem buta kopnął obok Lopeza,

– Trzeci raz, gdy Lewandowski przyjął sobie w polu karnym podanie Marcela Schmelzera, ograł Pepe, po czym z całej siły huknął pod poprzeczkę,

– Wreszcie czwarty, gdy polski snajper skutecznie egzekwował rzut karny.

Warto wspomnieć, że w pamiętnym spotkaniu w barwach Borussii grali także dwaj inni Polacy – Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski. I choć w rewanżu to „Królewscy” wygrali 2-0, było to zbyt mało, by odrobić straty z pierwszego spotkania. W finale Borussia przegrała 1-2 z Bayernem Monachium, po emocjonującej końcówce i golu Arjena Robbena z 89. minuty.

Lewandowski w ówczesnej edycji Ligi Mistrzów zdobył dziesięć bramek, co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Zwyciężył Cristiano Ronaldo, grający wówczas w Realu Madryt.

Borussia Dortmund – Real Madryt 4-1 (1-1) w półfinale Ligi Mistrzów, 24 kwietnia 2013

Bramki: 1-0 Lewandowski (8.), 1-1 Ronaldo (43.), 2-1 Lewandowski (50.), 3-1 Lewandowski (56.), 4-1 Lewandowski (67. karny).

Borussia Dortmund: Weidenfeller – Piszczek (83. Grosskreutz), Subotić, Hummels, Schmelzer – Błaszczykowski (82. Kehl), Bender, Goetze, Guendogan (90+2. Schieber), Reus – Lewandowski.

Real Madryt: Diego Lopez – Ramos, Varane, Pepe, Coentrao – Khedira, Xabi Alonso (80. Kaka), Modrić (71. Di Maria) – Oezil, Higuain (70. Benzema), Cristiano Ronaldo.

źródło: interia.pl