Jej tata nie chciał, żeby robiła muzyczną karierę. Zmienił zdanie, kiedy porozmawiał z Karolem Wojtyłą. Słowa kardynała wzruszyły go do łez.

To był jej pierwszy wielki sukces. 16-letnia Iza Schütz, ubrana w białą bluzkę, z bijącym sercem odbierała trofea od siwowłosego kapłana w kościele Świętego Ducha w Chorzowie. – Dostałam dwie nagrody. Za interpretację i dla najmłodszej uczestniczki. Obie wręczał mi kardynał Karol Wojtyła – opowiada „Dobremu Tygodniowi” Izabela Trojanowska (63 l.).
Swoje spotkanie z późniejszym Ojcem Świętym zapamiętała na całe życie. – Mam od niego dyplom z podpisem i jest to oczywiście największe moje trofeum – wyznaje gwiazda. Drugie wyróżnienie – nagrodę imienia Maksymiliana Kolbego, potraktowała jako znak z nieba.

W rodzinie artystki każdy pierwszy mężczyzna miał na imię właśnie Maksymilian. – Dziadek, tata i brat, dlatego nie mógł to być zbieg okoliczności. Uznałam, że te nagrody to „glejt” od Pana Boga. Od tej chwili wiedziałam, co mam robić w życiu – opowiada.

W rodzinnym domu artystki zawsze rozbrzmiewała muzyka. Jej mama pięknie tańczyła i lubiła nucić szlagiery Przybylskiej, Kunickiej czy German. Z kolei bracia – Maksymilian i Romek, pięknie grali na gitarach. Rodzina ojca była także uzdolniona muzycznie – w domu królowały fortepian i skrzypce.

Mała Iza też radośnie podśpiewywała. O tym, że jej wokalne popisy mogą budzić aplauz, przekonała się, kiedy zaczęła występować na akademiach. Sprawdziła się w tej roli tak dobrze, że stała się „dyżurną artystką”, którą wypożyczały sobie inne szkoły. Jako jedyna dziewczynka z trojga rodzeństwa, była oczkiem w głowie swojego taty.

Mężczyzna jednak nie chciał, by córka w przyszłości zajmowała się zawodowo śpiewaniem. Sam miał ścisły umysł i marzył, aby jego latorośl zdobyła solidne wykształcenie i pewny zawód, dzięki któremu będzie mogła się w życiu utrzymać. Izabela nie chciała się przeciwstawiać ojcu, ale nie przestawała zastanawiać się, jak go przekonać do swoich artystycznych planów.
Choć nie pochwalał jej aspiracji, to towarzyszył jej w czasie wyjazdu na festiwal w Gorzowie. I właśnie wtedy zmienił zdanie i dał Izie przyzwolenie na realizację marzeń. Nie stałoby się tak, gdyby nie interwencja kardynała Karola Wojtyły i słowa, które skierował do ojca Izabeli. Przyszły papież podziękował mu za piękne, katolickie wychowanie córki. Rozmowa z duchownym bardzo go wzruszyła.

Rzeczywiście, Izabela dorastała w rodzinie, w której żyło się według katolickich wartości. – Tata był bardzo religijny jak cała jego rodzina – mówi. Do dzisiaj pamięta zapach pasty do butów – ojciec czyścił dzieciom buty na niedzielne wyjście do kościoła.

Nastoletnia Izabela była bardzo rozmodlona. Po szkole nie wracała od razu do domu, tylko po drodze wchodziła do świątyni, żeby przez chwilę porozmawiać z Panem Bogiem. – Zapisałam się do chóru katedralnego i trochę zaprzyjaźniłam się z siostrami zakonnymi. Pomagałam przygotowywać święta wielkanocne. Kolorowałam kartki, które później sprzedawałam, a dochód przeznaczony był na rzecz kościoła – zdradza.
Kiedy sama założyła rodzinę i została mamą, w takim samym duchu starała się wychowywać swoją jedyną córkę Roxanę. Aktorka nigdy też nie zwątpiła, nawet wtedy, gdy znalazła się na życiowym zakręcie. Po 25 latach rozpadło się jej małżeństwo z Markiem Trojanowskim. Bardzo to przeżyła – nie radziła sobie z emocjami i samotnością. Zaczęła częściej niż okazjonalnie sięgać po lampkę wina.

Wtedy pomocną dłoń podała jej córka, ratunkiem okazała się też wiara. – Nie chciało mi się żyć. Ale kiedy się wydaje, że nie ma światełka w tunelu, okazuje się, że jest. Wierzę w Boga i to mi bardzo pomaga – opowiadała potem.

Dzisiaj artystka chce pojechać do Rzymu odwiedzić grób Jana Pawła II. Planuje zabrać w tę podróż swoją 86-letnią mamę. – Uwielbia wyjeżdżać ze mną i z Roxanką, a my cieszymy się, że chce nam towarzyszyć. Dbamy o nią w podróży i chcemy jeszcze przeżyć kilka wspólnych wojaży – mówi „Dobremu Tygodniowi” Izabela. Wyprawa do Wiecznego Miasta będzie dla piosenkarki wyjątkowa. Trojanowska chce pomodlić się przy grobie papieża Polaka i podziękować za to, że nadał jej życiu właściwy kierunek.