Huragan Dorian, który przyniósł na Bahamach ogromne zniszczenia, dotrze do Europy już jako niżowy wir. – Wszak zdarzyło się już nieraz, że ekshuragan wpadał nad nasz kontynent – pisze dla tvnmeteo.pl synoptyk Arleta-Unton Pyziołek.

Bahamy, słynące z przepięknych raf koralowych, piaszczystych plaż i turkusowej wody, znalazły się ostatnio w oku cyklonu. Premier tego wyspiarskiego raju Hubert Minnis, podsumowując zniszczenia po przejściu huraganu Dorian, powiedział: „mamy największy kryzys w historii naszego kraju”. Dlatego gdy pojawiły się wyliczenia meteorologicznych superkomputerów pokazujące, że Dorian ma pokonać jeszcze szmat drogi wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej, by potem ruszyć w stronę Europy, zapanowało poruszenie. Wszak zdarzyło się już nieraz, że ekshuragan wpadał nad nasz kontynent i jako orkan pustoszył Irlandię, podtapiał Wyspy Brytyjskie, siał zniszczenie wokół Morza Północnego i przynosił duże załamanie pogody w Europie Środkowej.

Jaka będzie jego dalsza trasa?
Doriana lekceważyć nie można. Na Bahamach zostawił krajobraz jak po wojnie, gdyż prędkość wiatru ciągłego osiągała do 295 kilometrów na godzinę, a w porywach nawet 350 kilometrów na godzinę. Huragan rozbujał morze do tego stopnia, że podnosiło się nawet o osiem metrów, a ulewy podtopiły i zniszczyły krajobraz.

Dorian był huraganem kategorii piątej w skali Saffira-Simpsona, później osłabł do kategorii drugiej, a teraz ma kategorię trzecią.

W czwartek w godzinach porannych w jego centrum ciśnienie wynosiło 955 hektopaskali, a wiatr osiągał prędkość do 185 km/h. W najbliższych dniach Dorian powędruje na północny wschód, stanowiąc zagrożenie dla stanów wschodniego wybrzeża USA. Przemiesza się wolno, a w polu rażenia silnego deszczu i wiatru znajdą się w czwartek, piątek i sobotę wielkie amerykańskie miasta – Filadelfia, Nowy Jork i Boston. W niedzielę, 8 września, Dorian przekształci się z cyklonu tropikalnego w niż szerokości umiarkowanych. Wtedy znajdzie się nad zimną kanadyjską wyspą Nowa Fundlandia.

Wleciały w oko huraganu

Dorian w czasie swej wędrówki traci na sile, ale energii ma wciąż sporo. Huragan jest potężnym żywiołem, co potwierdzają badania meteorologów amerykańskiej NOAA, czyli Narodowej Administracji Oceanu i Atmosfery. W oko cyklonu wleciał zespół Łowców Huraganów, składający się pierwszy raz w historii z samych kobiet. Trzy dzielne Kristie Twining, Rebecca Waddington i Lindsey Norman na pokładzie meteorologicznego odrzutowca (zwanego pieszczotliwie „Gonzo”) obejrzały i zmierzyły Doriana, przyczyniając się do lepszej ochrony ludności.

Niejeden meteorolog dałby się pokroić, by pracować na latającej stacji meteorologicznej i wlecieć w potężną strukturę chmur burzowych. Odważne panie stwierdziły, że „służą ojczyźnie, pracują dla nauki, ale również po prostu martwią się o swoich najbliższych, gdy trasa huraganu wiedzie prosto do naszych domów”.

Co dalej z Dorianem?
W niedzielę odbije się jak piłka od kontynentu amerykańskiego i jako bardzo aktywny niżowy wir powietrza powędruje w stronę Grenlandii. W poniedziałek w jego centrum ciśnienie utrzyma się na wciąż niskim poziomie 965 hektopaskali. We wtorek, 10 września, znajdzie się nad Islandią, przynosząc tam silny deszcz ze śniegiem oraz wiatr w porywach dochodzący do 80-100 km/h. Na rozkołysanym Oceanie Atlantyckim fale osiągać mogą do 8-10 metrów wysokości! W środę ekshuragan Dorian ma rozbić się o wybrzeża Irlandii i Szkocji, generując jeszcze porywy do 90 km/h. W czwartek i piątek będzie „zjadany” przez wędrujący za nim układ niżowy. W sobotę, 14 września, zostanie po nim już tylko wielkie sprzątanie.

Jak wpłynie na pogodę w Polsce?
Dorian zaznaczy się również w pogodzie w naszym kraju. Związany z nim front chłodny wkroczy do Polski za tydzień, w nocy ze środy na czwartek. Z ostatnich materiałów prognostycznych wynika, że ma przynieść nieznaczne opady deszczu rzędu do 5-10 l/mkw. Powieje silniejszy zachodni wiatr, do 50-60 km/h.

Silne wiry powietrza, byłe huragany, mają to do siebie, że zasysają z dalekiej północy chłód i wtłaczają go w głąb europejskiego kontynentu. Za tydzień temperatura maksymalna powietrza w Polsce wahać się ma na poziomie 15-20 stopni Celsjusza. Ale co to za załamanie pogody w porównaniu z tym, czego doświadczyły gorące Bahamy? Klimat Polski ma więc swoje dobre strony.

źródło: tvnmeteo.tvn24.pl