Dzieciństwo Olgi Bończyk zniechęciło ją do macierzyństwa. „Nieustannie próbuję nadrobić czas”

Kobieta przyznająca się publicznie do braku chęci posiadania dziecka zasługuje na miano odważnej. Reakcje są bowiem łatwe do przewidzenia – główny pojedynek rozgrywa się gdzieś pomiędzy „kto ci szklankę na starość poda?” a „jeszcze ci się odmieni, a zegar biologiczny tyka i wtedy będzie już za późno”.

Jeśli kobieta nie ma dzieci, bo mieć ich nie może, społeczeństwo jej współczuje. Jeśli jest to jednak jej świadomy wybór, ludzie – w najlepszym przypadku – próbują przekonać ją do zmiany zdania. I w takiej sytuacji jest m.in. Olga Bończyk, która postanowiła o swoich doświadczeniach opowiedzieć portalowi Płodność.

Aktorka twierdzi, że nigdy nie miała poczucia, że dziecko będzie ją dopełniać. Nigdy „nie rozczulała się na widok bobaska w wózku czy ślicznej dziewczynki z blond loczkami”. Najprawdopodobniej brak instynktu macierzyńskiego wiąże się ze specyficznym i trudnym dzieciństwem. Jej rodzice byli bowiem niesłyszący

„Rodzice chcieli wiedzieć, co się dzieje na świecie, bo działo się wtedy bardzo dużo. I codziennie wieczorem, kiedy leciał dziennik telewizyjny, to albo ja, albo mój brat tłumaczyliśmy im wiadomości w języku migowym. Potem często migaliśmy film, bo w tamtych czasach emitowano w telewizji zupełnie przyzwoite produkcje. Pamiętam, że wielką radością było, gdy puszczano filmy radzieckie, bo one były z napisami, co zwalniało nas z obowiązku tłumaczenia. Inny przykład. Właściwie przez całe moje dzieciństwo moja mama bardzo poważnie chorowała. Miała raka, a ja, jako tłumacz, chodziłam z nią na wszystkie wizyty lekarskie. Proszę to sobie wyobrazić! Miałam sześć, może siedem lat, gdy dowiedziałam się, że moja mama może w każdej chwili umrzeć” – opowiada Bończyk.

Dopiero kiedy rodzice zmarli, aktorka poczuła, że chce nadrobić czas zabrany jej w dzieciństwie. „Takie [jak ja] dzieci przez całe dzieciństwo nie mają czasu pomyśleć o tym, że mają prawo mieć czas na swoje sprawy” – opisuje Bończyk, podkreślając, że się nie uskarża. „Mówię o faktach, które w ogromnym stopniu spowodowały, że nieustannie próbuję nadrobić czas utracony w dzieciństwie” – kwituje.

Drugim prawdopodobnym powodem, dla którego artystka nie pali się do bycia matką, jest jej nadwrażliwość na dźwięki i uwielbienie dla ciszy. Nieodzownym elementem życia w domu niesłyszących rodziców był przecież brak melodii płynących z radia czy płyt, brak żywiołowych dyskusji i rodzinnych kłótni. „Ja nieustająco tęsknię za ciszą. Ta tęsknota jest tak silna, że często wychodzę ze sklepu lub kawiarni, jeśli muzyka jest zbyt głośna. I zastanawiam się, czy ta wrażliwość na hałas nie jest dodatkowym elementem tej mojej układanki” – przyznaje Bończyk.

I twierdzi, że nie tęskni za tym, żeby w jej domu gaworzyło niemowlę. „To był mój wybór. I nie zmienię nagle zdania” – kwituje, podkreślając, że „można mieć dzieci i być na starość kompletnie samotnym”.

Ona natomiast jest szczęśliwa i spełniona, a macierzyństwo w obecnych czasach uważa za „heroizm”.