Dramatyczne pożegnanie Wasyla Czorneja. Jego 9-letni syn stracił przytomność

Historia Ukraińca, który wyrabiał trumny w jednej z wielkopolskich stolarni, ale trafił tam na bezduszną szefową, wstrząsnęła ostatnio Polską. 12 czerwca mężczyzna wymagał natychmiastowej interwencji lekarskiej w pracy, ale nikt go nie reanimował. Szefowa kazała innym stolarzom się rozejść. Prawdopodobnie w obawie przed konsekwencjami zatrudniania na czarno, wywiozła Ukraińca do lasu. Jego zwłoki znaleźli leśnicy. Wasyl Czornej został właśnie pochowany w jego rodzinnej miejscowości na Ukrainie. Pogrzeb miał dramatyczny przebieg. Niepełnoletnie dzieci i żona Czorneja płakały. 9-letni syn zasłabł. – Strasznie płakał. Trumny nie tworzono. Chciał raz jeszcze ojca zobaczyć – wyznała siostra zmarłego, Daria Czornej.

Rodzina Wasyla Czorneja wciąż nie może uwierzyć w to, co się stało. 36-letni Ukrainiec zasłabł podczas pracy. Jego szefowa, 53-letnia Grażyna F., zakazała pracownikom wzywać pogotowie i poprosiła, aby rozeszli się do domów. Kiedy następnego dnia wrócili do pracy, okazało się, że Wasyl zniknął. Niedługo potem leśniczy znalazł jego ciało w lesie koło Wągrowca (woj. wielkopolskie). – My nie chcemy zemsty za śmierć Wasyla. Chcemy prawdy – mówi siostra 36-latka w rozmowie z portalem PracadlaUkrainy.pl.

Rozdzierające serce sceny na pogrzebie

W środę pożegnano 36-letniego Wasyla w rodzinnej wsi pod Śniatyniem na Ukrainie. Ukrainiec miał trójkę dzieci, które podczas pogrzeby tuliły się do trumny taty, a schorowana matka zalewała się łzami.

– Jesteśmy rozdarci. Syn Wasyla ma dopiero 9 lat. Strasznie płakał. Trumny nie tworzono. Chciał raz jeszcze ojca zobaczyć. Nie może dojść do siebie. Zasłabł podczas pogrzebu – mówi portalowi PracadlaUkrainy.pl siostra 36-latka, Daria Czornej.

Cztery miesiące temu Wasyl przyjechał do Polski, żeby zarabiać na godne życie rodziny. Pracował w stolarni produkującej trumny pod Nowym Tomyślem (woj. wielkopolskie). – Wiedzieliśmy, że zajmuje się stolarką. Nie mówił, że robi trumny i gdzie. Nie znaliśmy adresu pobytu, kolegów z pracy. Nie wiedzieliśmy gdzie on jest. Wcześniej pracował na budowach na Krymie i w Czechach. Tym razem wybrał Polskę. Przyjechał po pieniądze, pracę, a spotkał śmierć – mówi Ukrainka.

12 czerwca 36-letni Ukrainiec został wywieziony z zakładu produkującego trumny do lasu. Tego dnia rodzina nie miała z nim kontaktu. Bliscy zaczęli denerwować się już od 13 czerwca, bo Wasyl nie zadzwonił z życzeniami urodzinowymi do swojej 12-letniej córki. Następnego dnia sam miał urodziny, a telefon nie odpowiadał. Dopiero wiadomość od sąsiada wstrząsnęła bliskimi 36-latka. – Zobaczył na Facebooku zdjęcie Wasyla jako osoby do identyfikacji, przybiegł do nas o pierwszej w nocy i powiedział, że on prawdopodobnie nie żyje. Ten dzień wywrócił nasze życie – opowiada.

Był zdrów jak ryba

Siostra Wasyla podkreśla, że jej brat na nic nie chorował. – Nie miał epilepsji. Mamy wszystkie jego dokumenty medyczne. W polskich mediach czytamy, że się trząsł i miał epilepsję. Chcemy przyjechać do Polski i przekazać wszystkie dokumenty – mówi Daria w rozmowie z PracadlaUkrainy.pl.

Jak sama mówi, rodzinie zależy na tym, by dowiedzieć się, gdzie Wasyl zmarł. – My nie chcemy zemsty za śmierć Wasyla. Chcemy prawdy, czy zmarł w pracy czy w lesie. Na tym nam zależy. Bóg będzie sędzią – dodaje.

Rodzina dziękuje za wsparcie

Polacy bardzo pomogli rodzinie 36-latka. Konsul honorowy Ukrainy w Polsce zorganizował zbiórkę pieniędzy dla rodziny Ukraińca, który osierocił żonę i trójkę dzieci. – Przekroczyliśmy już kwotę 175 tys. zł – przekazał na Facebooku Witold Horowski. Rodzina Wasyla podziękowała za wsparcie.

– Jestem poruszona, że tak bardzo dużo obcych ludzi dzwoni, pisze, pociesza nas. Zorganizowano zbiórkę pieniędzy dla nas, chociaż nie prosiliśmy o to. Bardzo dziękuję, bez tej pomocy byłoby nam jeszcze trudniej. Tylko Wasyl nas utrzymywał. Dziękuję Ukraińcom i Polakom za pomoc, za dobre słowa. Nie zostawiliście nas samych – mówiła portalowi Natalia Czornej, żona Wasyla.

Dramat 36-letniego Ukraińca

Sprawę tragicznej śmierci 36-letniego Ukraińca opisała „Gazeta Wyborcza”. 36-letni Wasyl Czornej przyjechał do Wielkopolski z okolic Śniatynia na zachodniej Ukrainie. Od czterech miesięcy pracował na budowie i dorabiał w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym pod Nowym Tomyślem.

Ciało mężczyzny zostało odnalezione 13 czerwca w lesie pod Skokami (powiat wągrowiecki). Zwłoki zauważył leśniczy. 36-latek był w roboczych rękawicach i ubraniu z wiórami drewna. Nie miał przy sobie telefonu ani dokumentów. Zwłoki znajdowały się przy leśnej drodze, którą często jeżdżą samochody. Policjanci podejrzewali, że zmarły jest obcokrajowcem. Zaczęli poszukiwać informacji na jego temat w lokalnych zakładach pracy.

Namierzyli kolegów Wasyla, którzy opowiedzieli im, że szefowa zabroniła wzywać karetki do Ukraińca, który był zatrudniony na czarno. Prawdopodobnie obawiała się konsekwencji z tym związanych, więc postanowiła porzucić go w środku lasu, 125 kilometrów od swojego przedsiębiorstwa.

Właścicielka zakładu, Grażyna F. usłyszała już zarzuty nieudzielenia pomocy i nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi jej do 5 lat więzienia. Podobna kara czeka innego pracownika z Ukrainy. Zdaniem śledczych, mężczyzna miał utrudniać śledztwo w sprawie śmierci Wasyla.


źródło: fakt.pl