Rząd Polski musi dbać o własne bezpieczeństwo w czasie nawet kilkuminutowej podróży. Tak niewiele trzeba, by znalazł się ktoś chcący sabotować przejazd polityka lub samego prezydenta, dlatego odpowiednia eskorta i bezpieczne auta to podstawa. Wychodzi jednak na to, że w tym wszystkim zapomniano o rodakach, których bezpieczeństwo zeszło na dalszy plan.

Rząd ma w swoim posiadaniu więcej limuzyn niż cała Polska karetek. Nie sposób się zatem dziwić, że pacjenci muszą niekiedy czekać nawet kilka godzin, nim zjawi się pomoc. Niezwykle często jest o włos od tragedii, ale nie brakuje również sytuacji, w których najczarniejszy scenariusz staje się rzeczywistością. Mimo to pieniędzy na nowe karetki wciąż nie ma, a rządowych samochodów nieustannie przybywa.

Rząd dba o własne bezpieczeństwo. Limuzyn więcej nić karetek w całym kraju

Polacy wciąż oburzają się, że po zawiadomieniu pogotowia, na karetkę musieli czekać kilka godzin bądź nie doczekali się jej wcale. Z czego to wynika? Z niczego innego jak z deficytu karetek. W całej Polsce jest ich zaledwie 1500, co oznacza, że jedna przypada na 25 tysięcy pacjentów. Jeżeli dochodzi do sytuacji, gdy pomoc wezwie kilka czy nawet kilkanaście osób, dyspozytor jest zmuszony zadecydować kto wymaga natychmiastowej opieki i właśnie do niego wysłać oddział ratunkowy.

W czasie, gdy Polacy walczą o karetkę w kryzysowej sytuacji, politycy mogą do woli wybierać auta, którymi udadzą się w nawet najkrótszą podróż. Jak możemy się dowiedzieć, rządowych limuzyn jest już 1700, a z każdym rokiem liczba wzrasta. Mimo, że roczne ubezpieczenie kosztuje aż 1,5 miliona złotych, na nowe karetki pieniędzy wciąż nie ma.

Człowiek człowiekowi nierówny?

W czasie, gdy bezpieczeństwo każdego Polaka powinno być tak samo ważne, okazuje się, że bezpieczeństwo osób wyżej postawionych jest jednak ważniejsze. Masa limuzyn czy eskorta dziesiątek funkcjonariuszy policji to nie wszystko, bowiem gdy dla rodaków brakuje karetek, rząd ma aż dwie na wyłączność.

Gdy w Sejmie trwają obrady, w których udział niejednokrotnie bierze zaledwie kilkanaście osób, pod budynkiem w gotowości czekają aż dwie karetki pogotowia i oddział ratowników medycznych. Gdyby choć jeden z polityków źle się poczuł, wystarczy mniej niż 5 minut, by jego stanem zdrowia zajęli się ratownicy. Zwykli obywatele nie mogą liczyć na tak szybką reakcję. Czasem nie mogą nawet liczyć na nią wcale.

źródło: pikio.pl