Córeczka Anny Wendzikowskiej (38 l.) choruje. Kornelka (4 l.) ma niedorozwój nerwów wzrokowych. Dziennikarka TVN nie dość, że na co dzień walczy o zdrowie swojego dziecka, to jeszcze musi mierzyć się z niewybrednymi komentarzami na jej i swój temat. – Żaden rodzic ani dziecko na to nie zasługują. Gdy jej nie pokazuję, piszą, że się jej wstydzę. To przykre i krzywdzące – mówi rozżalona Ania.

Wendzikowska po raz pierwszy tak szczerze opowiedziała o chorobie swojej córki, która od urodzenia ma problemy ze wzrokiem.

– Zmagamy się z chorobą. Kornelia ma niedorozwój nerwów wzrokowych, jesteśmy po operacji. Gdy miała osiem miesięcy, zaczęła nosić okulary, jedno oko jej uciekało – opowiada Ania.

Ania nie zamierzała chować chorej córki przed światem. Chwaliła się swoim szczęściem na fotkach zamieszczanych w internecie. Reakcje ludzi ją zabolały.

– Dostawałam bardzo dużo pytań, czy moje dziecko jest opóźnione umysłowo, komentarzy że wygląda na niedorozwinięte. I nawet gdyby rzeczywiście tak było, ani ja, ani żaden inny rodzic nie zasługujemy na to, by mierzyć się z takimi nieczułymi komentarzami. Ani to dziecko na to nie zasługuje. Gdy zaprzestałam pokazywania Kornelii, dostałam komentarze, że nie pokazuję dziecka, bo jest niedorozwinięte i się go wstydzę. Jest to bardzo przykre i krzywdzące – przyznała Ania w programie „Gala studio” Natalii Hołowni.

Dziennikarka codziennie walczy o dobry wzrok córki i nie traci nadziei. Próbuje z nią ćwiczyć chore oko w domu, a także chodzi z Kornelką na rehabilitację.

źródło: se.pl